Strona Główna Józef Mackiewicz - Optymizm nie zastąpi nam Polski
Forum poświęcone twórczości Józefa Mackiewicza

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload


Poprzedni temat «» Następny temat
Zbrodnia w dolinie rzeki Drawy
Autor Wiadomość
Urban Horn
Administrator


Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 194
Wysłany: 2012-12-14, 22:24   Zbrodnia w dolinie rzeki Drawy

ZBRODNIA W DOLINIE RZEKI DRAWY

ało jest w polskiej literaturze tak wstrząsających tekstów, jak „Zbrodnia w dolinie rzeki Drawy”. Józef Mackiewicz opisał w nim, jak brytyjska armia wydała w 1945 r. w sowieckie ręce tysiące uchodźców – Kozaków i mieszkańców Kaukazu. Przeszli oni pieszo tysiące kilometrów, wierząc w cywilizowany, kulturalny Zachód. Ten, na podstawie tajnych porozumień z Jałty, potraktował ich jak podludzi i wydał na śmierć Moskwie.

Reportaż ten ukazał się w londyńskich „Wiadomościach” (nr 43, 1955 r.). Dziś drukujemy jego fragmenty, zachęcając do lektury całości w tomie „Fakty, przyroda i ludzie” wydawnictwa „Kontra”. Dwa lata później Mackiewicz wydał swoją znakomitą powieść „Kontra”, opartą na kanwie opisanych wydarzeń.

Niech lektura ta będzie przypomnieniem, jak bogate państwa Zachodu traktowały w przeszłości Europejczyków ze Wschodu, których nie broniły ich suwerenne państwa. I jak złudna okazywała się wiara, że cywilizowany Zachód kieruje się w stosunkach międzynarodowych zasadami i nie jest zdolny do barbarzyństwa za cenę ułożenia sobie stosunków z Moskwą. Pamiętajmy o tej lekcji.

Piotr Lisiewicz

Mała dziewczynka podeszła do innego i podała mu kartkę napisaną po angielsku:

„Zabijcie nas, ale nie oddawajcie bolszewikom”. Żołnierz przeczytał, schował do kieszeni i nagle zapłakał.

Gdy pierwszego czerwca 1945 wzeszło słońce nad doliną rzeki Drawy, płynącej wąskim korytem południowych Alp, oświetliło ono następujący obraz: wielotysięczna ciżba na kolanach zasłaniająca się krzyżem; po łąkach i polach rozbiegane tabuny koni i wielbłądów; kobiety z dziećmi drapiące się na skaliste zbocza, uchodzące w śmiertelnym przerażeniu przed kulami i pałkami chrześcijańskich żołnierzy, zapędzających wszystko w ręce kata... – Co to było?

A no, gdybym chciał być złośliwy, powiedziałbym ironicznie: wydawania „Azjatów” w ręce europejskiego marksizmu. (...)
Widziałem tych ludzi latem 1944, gdy przeprawiali się przez Pilicę. Spotkałem ich w Częstochowie: barankowe czapki z czerwonym denkiem; czarne od wiatru i kurzu, milczące, ponure twarze; chude krowy uczepione do wozów. Żadnej eskorty. To nieprawda, żeby ich kto gnał. Sami ciągnęli na zachód. Nieskończone tabory. Na tle europejskich kamienic robili istotnie wrażenie egzotyczne: „Azja” uciekająca przed bolszewikami.

Odwrót na Alpy

26 kwietnia 1945 skapitulowały wojska niemieckie we Włoszech. 27 ujęto Mussoliniego. W tym czasie na terenie republiki faszystowskiej północnych Włoch znajdowała się grupa atamana Domanowa, czy jak sama siebie nazwała: „kozacki Stan”, rozłożona w rejonie miasta Tolmezzo, łącznie pod bronią przeszło siedem tysięcy ludzi. Zgrupowanych koło wojska ludzi cywilnych, więc żon, dzieci, starców i inwalidów, było 8435. (...)

Przy grupie atamana Domanowa znajdował się znany szeroko z wojny domowej gen. Krasnow, głośny pisarz emigracyjny, wódz ruchu kozackiego, wówczas starzec siedemdziesięciosześcioletni, faktycznie nie sprawujący bezpośredniej władzy. W nocy z 27 na 28 kwietnia do kwatery Domanowa zgłosiło się trzech oficerów z czerwonej partyzantki włoskiej, żądając złożenia broni. Domanow oświadczył, że kapitulować będzie jedynie wobec Anglików, złożenia broni odmówił, natomiast obiecał Włochom, że w ciągu trzech dni wycofa się na północ za Alpy. (...)

Ruszono jedyną wolną jeszcze drogą w góry, na Paluzzo. Stąd na przełęcz Plöcken-Pass na wysokości 1300 m, granicę Austrii. Na dole, gdy odchodzili, kwitły już migdały, zaczynało się włoskie lato. Teraz zamiast pinii zjawiły się po obu stronach drogi sosny, zamajaczyły białą korą brzozy, zaczęły się świerki. Zaczął się deszcz, który niebawem przeszedł w wilgotny, lepki śnieg. Zaczęły się też pierwsze oznaki rozprzężenia. Przodem maszerował sztab, warsztaty i główne tabory, za czym stanice dońskie, kubańskie, w końcu terskie. (...)
Droga na Plöcken-Pass wije się serpentyną. Cały dzień i noc na 3 maja padał śnieg. Samochód, którym jechał gen. Krasnow wraz z żoną i adiutantem, utknął. Przyczepiono go do sztabowego autobusu i ciągnięto na linie. O 22.30 Krasnow minął przełęcz i stanął we wsi Mauthen-Kötschach.

Piątego maja podciągnął Domanow z ariergardą. Szóstego wysłał przodem delegację z białą flagą do Anglików. Delegacja wróciła z wiadomością, że brytyjski
generał brygady oświadczył co następuje: nic konkretnego o dalszym losie Kozaków powiedzieć nie może; może jedynie zapewnić, iż w żadnym wypadku nie będą wydani Sowietom.
Czekolada dla dzieci i „słowo honoru” dla starszych
Po drugiej stronie, w dolinie, była wiosna. Po kamieniach pieniąc się pędziła rzeka Drawa. Konie, schodząc po szarym asfalcie austriackiej drogi, szeroko rozdymały chrapy, Wdychając soczystą zieleń nadbrzeżnych kwiatów na tych łąkach. Smoliście pachniały na słońcu sosny i świerki. Wodospad górski wodnym kurzem rozbijał się po skałach. Zakątek przez wojnę zapomniany; dolina cichych pól i skowronków nad nimi.
W północnej części miasta Lienz, przepołowionego rzeką Drawą, stanął kwaterą sztab atamana Domanowa. Gen. Krasnow z żoną zamieszkał w osobnej willi w odległości czterech kilometrów od miasta, którą mu uprzejmie wyznaczyły władze brytyjskie. Na prawym brzegu stanęła kozacka szkoła junkierska, dalej – przyboczny dywizjon i pierwszy pułk konny. Wzdłuż lewego brzegu: żandarmeria kozacka, pułki dońskie, kubańskie i terskie. Następnie tabory i warsztaty. Przestrzeń na wschód od wsi Nikolsdorf aż do Oberdrauburg zajęły oddziały kaukaskie, tzw. Legion Kaukaski pod wodzą Sułtan-Kelecz-Gireja. Rodziny i uchodźcy cywilni znaleźli wygodne pomieszczenie w barakach b. obozu dla jeńców brytyjskich Peggetz, odległego o półtora kilometra od Linzu.(...)
Zadymiły niezliczone ogniska koło szałasów i namiotów. Wzniesiono polowe cerkiewki. Była Wielkanoc. Wydawano też nowe mundury. Dowódca jednej z brygad kozackich zwrócił się do władz brytyjskich z zapytaniem, czy mają nadal prowadzić ćwiczenia wojskowe.
– Oczywiście – odpowiedziano. – Będziecie może już wkrótce potrzebni. (...)
Szesnastego maja, nazajutrz po wydaniu obfitych porcji żywnościowych, kazano Kozakom złożyć broń, pozostawiając ją tylko oficerom i żandarmerii.
Istnieje stare jak świat doświadczenie ludzkie, że jak w życiu cywilnym nie oddaje się pieniędzy, tak w życiu wojskowym nie oddaje się broni inaczej niż pod – murowany weksel! Cóż począć jednak, gdy inni pouczają, że optymizm i wiara zdolna jest poruszyć góry. (...)
Tymczasem brytyjski oficer łącznikowy nakazał rozdawnictwo dzieciom pomarańcz i czekolady. Zaproponował organizację koncertów i w tym celu odszukanie odpowiedniej sali w mieście. Salę odszukano. Obiecał ją pięknie odremontować na koszt władz okupacyjnych. Obiecał zbudować kuchnie kryte, by Kozacy nie potrzebowali gotować na ogniskach. Istotnie zaczęto już zwozić cegłę. W końcu wystąpił z projektem wydawania gazety kozackiej. W tym celu do lokalu b. niemieckiego Arbeitsamtu zwołał naradę, na którą przybyło dwanaście osób z redaktorem Tarusskim na czele. (...)
W kilka dni później Tarusski popełnił samobójstwo...
Ale nie wybiegajmy naprzód.
Wczesnym rankiem 27 maja podano do powszechnej wiadomości, że całe wojsko kozackie będzie otrzymywało pełne racje armii brytyjskiej.
– Hurra! – wołano po namiotach i szałasach.
W kilka godzin później, o dziesiątej rozkazano wszystkim oficerom i żandarmerii oddać broń do dwunastej w południe. Na pytanie atamana Domanowa, wyjaśniono, że chodzi tu tylko o zamianę broni na bardziej jednolitą i nowoczesną.
Nazajutrz, 28 maja, powiadomiono Domanowa, że wszyscy oficerowie i urzędnicy wojskowi mają się przygotować na godzinę pierwszą po południu do wyjazdu na specjalną konferencję z władzami brytyjskimi.
Dzień był upalny. Niebo bez chmurek. Wynikło zagadnienie, w co się ubrać na konferencję, do której większość oficerów kozackich przywiązywała wielką wagę. Konferencję z najwyższymi władzami brytyjskimi!
– Płaszcze brać? Wieczór może być chłodny.
– Ale skąd. Żadnych rzeczy, żadnych płaszczów – oficer rozstawił palce u ręki, a drugą zaginając palec po palcu zaczął wyliczać: – Moi panowie, o trzeciej rozpoczyna się konferencja w Villach, obrady potrwają godzinę, najwyżej półtorej; o piątej, najdalej o piątej trzydzieści, no powiedzmy o szóstej będziecie z powrotem.
Oficerowie zaczęli się szybko rozchodzić, ażeby zdążyć przebrać się w najlepsze mundury, wyglansować buty. W błyszczących epoletach zjawiali się na miejscu odjazdu. Ci ze starej emigracji przyczepili carskie ordery. W tej chwili... daleko gdzieś, zdawało się w górach, gruchnął strzał. Nikt wówczas nań nie zwrócił uwagi. To zastrzelił się podesauł Gołowiński, „taki dziwak”, jak o nim wczoraj mówiono: jedyny, który odmówił wydania broni. Samochody już podjeżdżały.
Tam, gdzie nie działa doświadczenie, działa czasem instynkt; niektóre z żon zaczęły raptem, bez żadnej widocznej przyczyny, płakać.
– Proszę uspokoić żony – powiedział oficer do tłumaczki. – Daję słowo brytyjskiego oficera, że ich mężowie wrócą najpóźniej pomiędzy piątą a szóstą wieczorem. (...)
„Konferencja”
Zwołanie jej nie stało w sprzeczności, a raczej wydawało się większości logiczną konsekwencją optymistycznych oczekiwań. Każdy chciał być raczej obecny niż nieobecny. W nieunikniony konflikt z Sowietami wierzyło 90% Drugiego Korpusu polskiego we Włoszech, jak wierzyło pół Europy. Poza tym Kozacy byli skłonni wszystkie zalety pod słońcem przypisywać Brytyjczykom. Nigdy jeszcze słowo „gentleman” nie było w tak krótkim czasie tylokrotnie wypowiedziane i komentowane. Gdy zaś z ust tych „gentlemanów” padały zapewnienia poparte honorem oficerskim, rozproszyły się ostatnie wątpliwości nielicznych sceptyków. (...)
O pierwszej po południu zajechały ciężarówki. Według prowizorycznych obliczeń pojechało: generałów 35, pułkowników 167, podpułkowników 283, esaułów 375, podesaułów 460, sotników 526, chorążych 756, urzędników wojskowych 124, personelu lekarskiego 15, fotografów 2, oficerów łącznikowych 5 i 2 duchownych.
Dopiero w ciężarówkach coś ich tknęło. Zaciągnięto brezenty. Koło szoferów siedli żołnierze uzbrojeni
w pistolety automatyczne. Ktoś próbował zaśpiewać, ale urwał. Po przejechaniu 12 km kolumna się zatrzymała. Podjechały lekkie czołgi. Droga wiodła wzdłuż Drawy przez Greifenburg–Steinfeld–Sachsenburg–Möllbrücke do... Przerzucić się psychicznie z jednej skrajności w drugą nie jest łatwo; z poczucia bezpieczeństwa w strach, z zaufania w rozpacz. Ilu potrafiło tego dokonać, nie jest dokładnie znane. Przyjmuje się hipotetyczną cyfrę pięciu oficerów, którzy zeskoczyli w biegu i uciekli w lasy. (...)
Samochody wjechały w bramę obozu otoczonego potrójnym rzędem drutów kolczastych. Gęsto rozstawione posterunki. Zaczął się wyładunek.
Oficerów podzielono od razu według rang, przydzielając każdej grupie osobny barak. Wewnątrz panował brud i nieład, na ziemi leżała stara słoma. Po godzinie dowódca angielski wezwał trzech generałów kozackich, w tej liczbie Domanowa i Tichockiego, i oświadczył im lodowato:
Proszę powiadomić wszystkich oficerów, że zgodnie z umową zawartą pomiędzy rządem Jego Królewskiej Mości i Związkiem Socjalistycznych Republik Sowieckich, przekazani zostaną do rozporządzenia sowieckich władz wojskowych. Odjazd ze Spittal nastąpi jutro o czwartej rano.
Tichockiemu zrobiło się słabo i upadł.
Paraliżująca rozpacz
Choćbyśmy się nie wiem jak starali odciąć od tzw. „psychiki wschodniej”, pojmiemy wszelako łatwo, że to co najbardziej musiało zaskoczyć przeszło dwa tysiące oficerów dońskich, kubańskich, terskich... Gruzinów, Osetyńców, Karaczanów, Inguszów itd., to był niewątpliwie „styl” załatwienia całej sprawy. Styl zresztą odmienny również od procedury, która by była zastosowana w podobnych wypadkach na całym kontynencie europejskim. Gdzie indziej mogło być raczej gorzej, ale – „nie tak”... I właśnie to zaskakujące, to „nie mieszczące się w głowie” spotęgowało jeszcze paraliż psychiczny, który opanowuje zazwyczaj skazańców przed wykonaniem wyroku. (...)
W Spittal też nikt nie rzucił się na Brytyjczyków z gołymi rękami. Zaczęli zrywać z siebie dystynkcje oficerskie i ordery, zdzierać czerkieski, szarpać paradne mundury włożone na „konferencję”. Niektórzy na podłogę baraków rzucali nawet poświęcane krzyżyki. Dziennikarz Tarusski powiesił się pierwszy. Starzy emigranci próbowali redagować petycje; dochodziło do gorszących kłótni zupełnie bezprzedmiotowych, albowiem petycji tych nie tylko nikt nie rozpatrywał, ale nawet nie przyjmował. Przez pewien czas nadzieję pokładano jeszcze w gen. Krasnowie, ze względu na jego bądź co bądź głośne nazwisko i osobistą znajomość z gen. Alexandrem. Chciano przywołać zza drutów przedstawiciela władzy okupacyjnej, żeby rozmawiał z Krasnowem. Staruszek nie mógł stać i czekać, więc wyniesiono mu przed druty krzesło. Żołnierz brytyjski kopnął krzesło i rozleciało się w drobne kawałki. (...)
O szóstej rano przybyły zapowiedziane ciężarówki. Gromadnie odmówiono dobrowolnego wsiadania. Wówczas na dany rozkaz zaczęli zbliżać się żołnierze uzbrojeni w pistolety automatyczne i grube pałki. Oficerowie kozaccy stłoczyli się, wziąwszy się pod ręce. Nic nowego pod słońcem! Żołnierze brytyjscy zaczęli bić pałkami, bić po głowach i złączonych rękach. Wyrwano pierwszego oficera z szeregu i wrzucono do samochodu. Wyskoczył. Wtedy pobito go znowu i zapędzono powtórnie. Znowu wyskoczył. Wówczas uderzeniami kolb i pałek powalono go na ziemię i skopano butami, aż zastygł bez ruchu w kałuży krwi. Wrzucono go jak worek na dno ciężarówki... Ludzie zaczęli wsiadać.
Niektórzy z Brytyjczyków mrużyli oczy i zaciskali zęby. Inni bili z zacietrzewieniem. Był taki, który miał łzy w oczach. (...) Zastrzelił się jeszcze gen. Siłkin. W ostatniej chwili powiesił się oficer Charłamow. (...)
Oficer brytyjski podszedł do dowódcy oddziałów kaukaskich Sułtan-Kelecz-Gireja, oświadczając, że wyznacza go szefem, odpowiedzialnym za zachowanie się oficerów kaukaskich. Sułtan-Kelecz-Girej splunął mu pod nogi. (...)
Wśród oficerów, wtłoczonych do ciężarówek, było 32% b. obywateli sowieckich i 68% starych emigrantów, którzy nigdy obywatelami sowieckimi nie byli.
Głodówka czterdziestu tysięcy
Powróćmy teraz do owej godziny ósmej wieczorem dnia poprzedniego, która takim strachem napełniała rodziny pozostałe w Lienz.
– Czy tłumaczka już przyszła? – spytał nerwowo oficer brytyjski.
– Yes, sir.
– Proszę zawołać.
Przed kancelarią stała jedna z ciężarówek, która wywoziła oficerów na konferencję. Powróciła pusta. Tłumaczka, zobaczywszy ją, zbladła i weszła do kancelarii.
– Gdzie są nasi oficerowie? – zapytała.
– Nie wrócą tutaj – odparł oficer.
– A gdzie są?
– Nie wiem.
– Pan przecież zapewniał, że będą najdalej o szóstej z powrotem. Więc pan oszukiwał?
– Droga pani, my jesteśmy tylko żołnierzami i wykonujemy rozkazy naszych przełożonych. (...) Nazajutrz,
29 maja, o dziewiątej rano zjawił się młody oficer brytyjski i wręczając tłumaczce tekst odezwy, nakazał ją natychmiast rozpowszechnić.
„Kozacy! Wasi oficerowie okłamywali was i prowadzili fałszywą drogą! Zostali aresztowani i już nie powrócą. Teraz, uwolnieni od ich wypływu i nacisku, możecie swobodnie mówić o ich kłamstwach i nareszcie będziecie mogli wypowiadać nieskrępowanie wasze przekonania i wasze pragnienia. Wszyscy powrócicie do ojczyzny...” itd. Widać było, że tekst ułożyły władze sowieckie. (...)
Było jasno, ciepło, pogodnie. Wiadomość wydała się piorunem z jasnego nieba! Powstała panika. W baraku
nr 6 obozu Peggetz zwołano prowizoryczną naradę. Na wodza ad hoc organizowanej akcji biernego oporu wysunięto podchorążego Połunina. Ogłoszono powszechną głodówkę i rozklejono plakaty zredagowane po angielsku: „Wolimy głód i śmierć tu niż powrót do Związku Sowieckiego!” (...) Naturalnie nie obeszło się bez pisania zbiorowych petycji: do króla i królowej, do biskupa Canterbury, do Churchilla, do papieża, do króla serbskiego Piotra, do gen. Eisenhowera, do parlamentów krajów demokratycznych... Wojskowa kancelaria brytyjska petycje przyjmowała i rzucała do kosza. (...) Wieczorem trzydziestego pierwszego wyłączono dopływ wody w barakach.
1 czerwca 1945
(...) Od świtu utworzyła się olbrzymia procesja, która ruszyła do kaplicy polowej w obozie Peggetz. Przodem kroczyli duchowni w ornatach. Niesiono krzyże, chorągwie, księgi, zapalone świece. (...) Jeszcze przez krótki czas trwały nabożne pieśni, gdy nagle żołnierze rzucili się na tłum, rozrywając łańcuch rąk i bijąc po głowach kolbami i pałkami. (...) Żołnierze strzelali nie w górę, lecz pod nogi. Zbitych i okrwawionych chwytano i wleczono do ciężarówek. Również w dalszych obozach rozległy się strzały. Ludzie rzucali się na oślep, uciekali w lasy, skakali do rzeki. W nieopisanym tumulcie rozbiegły się tabuny koni. (...)
Tłum odpłynął i odsłonił ołtarz. Pop wyciągnął ku żołnierzom Ewangelię, ale wytrącono mu ją z rąk bagnetem. Jeden z Kubańców zasłonił się obrazem Matki Boskiej, otrzymał jednak cios w skroń i skóra wraz z włosami zwisła mu na ucho. Trzeci próbował parować cios chorągwią św. Mikołaja Cudotwórcy, uderzenie pałki wdeptało Mikołaja Cudotwórcę w błoto.
Improwizowana kaplica, ołtarz, obrazy, kielichy, wszystko zostało przewrócone i stratowane. (...) Spośród żołnierzy brytyjskich czekających opodal czołgów, wielu okazało współczucie. Mówią o jednym, który łamanym rosyjskim szepnął:
– Nie dawajcie się, oni nie mają prawa.
Mała dziewczynka podeszła do innego i podała mu kartkę napisaną po angielsku: „Zabijcie nas, ale nie oddawajcie bolszewikom”. Żołnierz przeczytał, schował do kieszeni i nagle zapłakał. O piątej po południu do tłumu podjechał w dżipie oficer brytyjski i oświadczył przez głośnik:
– Kozacy! Jestem pod wrażeniem waszej bohaterskiej postawy, ale w myśl umowy jałtańskiej, wszyscy, którzy byli obywatelami Związku Sowieckiego do pierwszego września 1939, muszą zostać repatriowani! Kto jest w posiadaniu dokumentów stwierdzających, że w tym czasie nie przebywał na terytorium Sowietów, niech je przedstawi. (...)
Tymczasem wzdłuż Drawy szła dalej wielka obława na ludzi, którzy mieli być wydani Sowietom. Strzelano do uciekających. Przypadkowo, czy też umyślnie zastrzelono kobietę, którą wykrył pies w krzakach. Były wypadki rzucania się pod czołgi. Gdy zabierano chorych i rannych ze szpitala, jeden z nich wyskoczył z okna na bruk. Dużo ludzi utonęło w Drawie. Wszyscy pamiętają kobietę, która płynęła rzeką na wznak, z przywiązanym na piersiach niemowlęciem. Obok, brzegiem biegł żołnierz brytyjski i usiłował wyłowić ją za pomocą długiej żerdzi. Ale nie mógł dosięgnąć. Wreszcie wody zagnały ją w małą zatoczkę. Dziecko było już martwe, a kobieta zmarła po kilku godzinach w szpitalu. Była to lekarka z zawodu, rodem z Kubania, nazwiskiem Woskobojnikowa.(...)
Święty Teodozjusz Czernihowski
Mało już kto się w dolinie modlił. Ikony i chorągwie leżały porozrzucane i połamane na ziemi. Tylko pewna Kozaczka do dziś dnia utrzymuje z uporem, że wszystko zawdzięcza św. Teodozjuszowi Czernihowskiemu. Kiedy z matką, dzieckiem na ręku i młodym bratem znalazła się w tłumie przeznaczonym do wysłania, ślubowała temu świętemu, że co piątek pościć będzie na sucho, jeżeli uda się jej wydostać z tego piekła. Jakoż zdarzył się pierwszy cud: cofający się tłum wypchnął ją wprost na most na Drawie. Zgubiła wprawdzie pantofle i biegła w skarpetkach, ale św. Teodozjusz skierował pogoń żołnierzy za większą grupą, która uciekała w lewo za mostem, podczas gdy ona z matką, dzieckiem i bratem pobiegła w prawo. W ten sposób zdołali dobiec gór i zaczęli się drapać na skały. Na pokaleczonych, bosych stopach minęli las, aż gdy się skończył, doszli do kamienistych łąk i śniegu. Trzeciego dnia natrafili na trupy: Kozak, kobieta i dziecko. Widocznie popełnili tu samobójstwo; nożem czy brzytwą, czy z ukrytego jeszcze pistoletu, nie chcieli sprawdzać. Tymczasem wyczerpały się już zabrane zawczasu do worka zapasy. Pragnienie gasili śniegiem. Co robić? Gdzie iść? Co jeść? Do kogo się zwrócić?... Jakoż pozostał tylko św. Teodozjusz Czernihowski.
– Idę – opowiada Kozaczka – i modlę się do Niego, a sama myślę: jakaż ja głupia, przecież z tych kamieni wokół chleba nie będzie. Nagle!... Za zakrętem skały drewniany domek. Przed nim stoi stary Kozak i wyłamuje okno. Zobaczył nas i kiwa ręką. Podbiegłam. Święty Teodozjusz Czernihowski!! Przez okno widać na stole leżące chleby! (...)
Pewnego dnia przybył do wsi patrol brytyjski, szukając zbiegów. – Postanowiłam – opowiada – nie dać się żywcem: wyskoczę z okna z dzieckiem i zabiję się. Ale na razie zaczęłam od modlitwy do św. Teodozjusza Czernihowskiego: „Nie dopuść do ciężkiego grzechu samobójstwa!”. Wchodzi sierżant i każe pokazać papiery. Wyciągam, wręczam mu wiedząc, że z nich jasno wynika, że uciekłam z Lienz. Sierżant długo je czytał, jeszcze dłużej obracał w palcach, później popatrzył na mnie raz, drugi... Opuścił oczy i oddając papiery powiedział: „All right”. I wyszedł. (...)
Współistnienie z roku 1945
Zanim (...) ponury konwój osiągnął linie sowieckie, dwóch oficerów się otruło, a dziewiętnastu próbowało uciec. Z tych dziewiętnastu ucieczka udała się tylko czterem, piętnastu zastrzelono.
Dalsze dane są niepewne.
Dwunastu generałów, w tej liczbie Domanowa, Krasnowa, Sułtana-Kelecz-Gireja oraz Szkurę (odstawiony dopiero 31 maja specjalnym samochodem wraz ze swym adiutantem), wysłano do Moskwy i powieszono. Stu dwudziestu oficerów zastrzelił konwój sowiecki po drodze z Grazu do Wiednia. W Wiedniu rozstrzelano tysiąc trzydziestu. Zniknęło bez wieści wywiezionych na dalsze badania dziewięciuset osiemdziesięciu trzech. Dane te nie są ostateczne i wymagałyby sprawdzenia, gdyby takie sprawdzenie było możliwe.
Kategorie:

Autor: Józef Mackiewicz

NGP-Nowe Państwo: Retrospekcje

Roczniki: Numer 12 (70)/2011

Tagi: II wojna światowa, Opozycja antykomunistyczna, Polityka amerykańska, Stalinizm

http://www.panstwo.net/2148-zbrodnia-w-dolinie-rzeki-drawy
 
   Podziel się na:     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - SITEMAP - manga
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 13